Tego popołudnia udało mi się zrobić tylko kilka zdjęć podczas przedstawienia. Powód był dość prozaiczny - po dreptaniu 2 godziny po starówce padła mi bateria.
Cieszę się, że utrwaliłam akurat ten teatr.
Najpierw wysłuchaliśmy 15 minutowego monologu pewnej sfrustrowanej organizatorki na temat fotografów, którzy pchają się przed widownie i nie oglądają przedstawień “tylko robią zdjęcia” przeszkadzając tym, którzy przyszli oglądać teatr. Nie poruszono tematu rozreklamowania teatrów poprzez wykonane zdjęcia. Widocznie prawdziwa sztuka nie potrzebuje rozpowszechniania i rozgłosu. Posłuchałam, obsypałam głowę popiołem, wyciągnełam Nikona i zabrałam się z wielką ochotą do przepychania oraz “tylko” focenia. Oczywiście samo przedstawienie nie interesowało mnie wcale i zdjęcia robiłam z szeroko zamkniętymi oczami.
Aktorzy wdrapali się na wysokie tyczki, przebrali w krzykliwe i bardzo efektowne stroje i… zaczęli bująć jak trzciny na wietrze, a potem wszystko płynęło. Powolne ruchy i muzyka współgrały ze sobą doskonale. Zakochałam się na pół godziny w Pani w czerwonej sukni - liderce zespołu. Musicie przyznać, że wyglądała czarująco.















No wyginała się pięknie…
Fajne zdjęcia.
Sporo literówek w tekście. Można jakieś sprawdzanie pisowni załączyć? Bo się źle czyta. A poczytać też by się chciało :o>
Racja, mam problemy z literówkami. Przestawiam często i nie dociskam polskich literek. Postaram się poprawić :)
Przepiękne! :)